Jakie były najmilsze słowa, które usłyszeliście w życiu?

Paradoksalnie na nasze życie w większym stopniu wpływa szereg małych zdarzeń niż tych wielkich. Czasem prosty gest lub słowo może zmienić cały twój dzień, tym bardziej, gdy pojawi się w trudnym momencie życia. Nie często o nich myślimy jednak zdarza się, że jakaś przypadkowa sytuacja obudzi w nas to wspomnienie. Wówczas uśmiechniemy się i poczujemy dobrze we wszystkich sferach: mentalnej, duchowej a nawet fizycznej, ponieważ dobre myśli powodują, że serce wypełnia ciepło i spokój. Zamieściłyśmy tu nasze małe historie, które sprawiły, że świat stał się na chwilę piękniejszy, słońce świeciło jaśniej a nam chciało się uśmiechać.

Basia: Niestety nie zdarza się często, że słyszymy od kogoś mile słowa. Ludzie zabiegani, zmęczeni i nie w humorze pędzą ulicami miast nie zwracając na siebie uwagi. Nie mamy czasu powiedzieć nieznajomemu dzień dobry czy ochoty, żeby uśmiechnąć się do przechodnia. Czy nie byłoby to mile? Będąc w Polsce z moimi holenderskimi znajomymi usłyszałam od nich pytanie: Dlaczego Ci ludzie są tacy smutni? Popatrzyłam na nich zaskoczona, – o co Wam chodzi przecież to normalne… a jednak może nie do końca. Po tym zaczęłam się przyglądać przechodniom i stwierdzałam że rzeczywiście niestety mają rację. Ze skrajności w skrajność – z drugiej jesteśmy niesamowicie gościnnym narodem dla ludzi, których znamy. Polska gościnność nie zna granic i każdemu obcokrajowcowi, który tego doświadczył szczęka opadła na ziemię… Holendrzy są bardzo otwartym i pogodnym narodem. Ludzie są dla siebie serdeczni nawet, jeśli się nie znają. Tak niewiele, ale to dużo zmienia. Jeszcze inne doświadczenia przywiozłam z Ameryki – wiedziałam ze Amerykanie to bardzo otwarci ludzie, ale takiego czegoś się nie spodziewałam. Już na lotnisku dwie panie z naszego samolotu specjalnie czekały na nas przy bramkach, żeby powiedzieć, jakie to mamy fantastyczne dziecko. Fakt faktem Amelie mając wtedy niecały rok starała się nieustannie zwracać na siebie uwagę wszystkich na pokładzie.

W czasie godzinki spędzonej na plaży usłyszałam od całkiem zgrabnych Amerykanek, jaką to mam super figurę – byłam tak zaskoczona ze nie wiedziałam, co powiedzieć. Na ulicy słyszysz od obcej osoby, że podoba jej się Twoja sukienka czy bluzka. Pani w supermarkecie, która się pyta czy w Holandii widzimy zorzę polarną. Szczytem szczytów był dwumetrowy motocyklista o ponad 100 kg wadze ubrany w skórę z mnóstwem tatuaży i kolczyków. Podszedł do naszego wózka i zaczął najcieńszym możliwym głosem zabawiać nasza córkę, mówiąc nam jednocześnie, jaka to wspaniała istotka. Na każdym kroku spotykaliśmy niesamowicie miłych i obcych nam ludzi, którzy chcieli nam pomóc lub po prostu byli mili. Niesamowite doświadczenie, które uzmysławia Ci jak niewiele trzeba, żeby poczuć się lepiej. Wszyscy jesteśmy bogaci, bo każdy uśmiech jest zlotem. Zacznij się nim dzielić a świat stanie się piękniejszy.

Kasia: Od zawsze otaczali mnie fantastyczni ludzie. Tacy 10/10. Rodzina, przyjaciele ze szkoły, dziewczyny ze studiów (z którymi tworzymy ten blog), sąsiedzi, ludzie z pracy… Wszyscy coś wnosili w moje życie, dzięki nim zmieniałam się, zaczynałam interesować się nowymi rzeczami, zmieniałam poglądy, jeździłam w nowe miejsca. Inspirujący, ciepli, kochani, zaradni. Najlepsi.

Czy miałam tak duże szczęście? Myślałam tak do momentu, w którym pewnego dnia usłyszałam od koleżanki zdanie „ Kasia, ty patrzysz na wszystkich przez swój własny, pozytywny filtr”… Było to jedno z najmilszych i najbardziej wartościowych rzeczy, jakie usłyszałam na swój temat. Głowa zaczęła pracować.. czy wszyscy, którymi się otaczam tacy są, czy może to ja ich tak po prostu widzę? Czy faktycznie jest tak, że sami sobie tworzymy tą naszą życiową społeczność? A może po prostu mam niesamowite szczęście? Na pewno tak, bo jednak nie wszystkich w życiu możemy sobie wybrać 😉 Rodzinę często dostajemy w prezencie od losu. Urodziłam się w super pozytywnej rodzinie, takiej która uskrzydla, wzmacnia, kieruje myśli w pozytywną stronę mocy. Jak widać, udzieliło mi się. Czy miałam farta do przyjaciół? Oczywiście!!! Ale po głębszych przemyśleniach stwierdzam, że przecież sami ich wybieramy, musi połączyć nas podobna energia 😉 Powiem Wam, że zdanie rzucone luźno, ot tak, w zwykłej rozmowie dużo zmieniło w moim myśleniu. Staram się widzieć w ludziach to, co jest w nich najlepsze. A jeśli ciężko się tego doszukać? Cóż… nie zawsze mamy wpływ na zachowanie innych, ale przecież mamy wpływ na swoje reakcje! Może warto czasami założyć swój własny, pozytywny, wewnętrzny filtr? A gdyby tak okazało się, że niemiła koleżanka z pracy po prostu nie radzi sobie z nadmiarem obowiązków, złośliwy mąż jest po prostu przemęczony, a niegrzeczne dziecko chce się po prostu przytulić? Życie pomimo paskudnych wad potrafi być piękne, jeśli otaczamy się odpowiednimi ludźmi. Bardzo w to wierzę, to pomaga mi pielęgnować mój wrodzony optymizm, co Wam tez polecam.

Ola: Pierwsza przychodzi mi na myśl sytuacja z pracy. Moja klientka uparła się na wizytę u mnie w piątek po południu… Z zasady nie pracuje w piątek po 14:00 bo chce mieć po prostu mieć czas dla siebie i bliskich;) – takie miałam założenie zakładając własną firmę – pracować na swoich warunkach. Tym razem jednak zrobiłam wyjątek. Klientka przyszła, zrobiłyśmy wszystkie zaplanowane zabiegi po czym na pożegnanie, płacąc dość spory rachunek powiedziała mi coś, co zawsze będę pamiętać. Aleks, wiesz ja wcale nie musiałam tych wszystkich zabiegów dzisiaj u ciebie mieć….ja musiałam z tobą po prostu porozmawiać, dobrze na mnie działasz….dziewczyna rozłożyła mnie na łopatki…….i tak…mam najlepsza pracę na świecie ;).
Inna sytuacja – grupowa jazda na Zwifcie. Nie miałam zamiaru nad wyraz się spieszyć, większość grupy nieco odjechała. Spokojnie kręciłam sobie w towarzystwie kolegi Tomka. Wyjeżdżaliśmy pod górkę, raz po raz wymieniając się wiadomościami. To nie jest łatwa trasa, bo podjazd ma jakieś 1000 m i uwierzcie mi, można się zmęczyć 😉 Po ukończonej jeździe, kolega stwierdził, że beze mnie by się poddał. Już chciał złazić z roweru i w tym momencie napisałam mu coś, dzięki czemu się zmobilizował i wjechaliśmy razem do samego końca. „Bez ciebie nie dał bym rady….;) – No fajnie, fajnie było to przeczytać 😉
Trzecie zdarzenie, które pozostało mi w pamięci to pierwsza wycieczka do Stanów. Chodzę sobie po centrum handlowym w Sacramento. Nagle podchodzi do mnie dziewczyna i zachwyca się moimi spodniami…stanęłam jak wryta…ok myślę …..zwariowała czy co???….żeby obca osoba mówiła mi, że mam fajne spodnie???….Uśmiechnęłam się, podziękowałam i byłam w szoku przez dwa dni…. Od tego dnia, zawsze jaki widzę u kogoś coś fajnego, to chwalę. Mała rzecz, a można komuś umilić dzień zupełnie niespodziewanie ;).
I coś co zupełnie rozczuliło moje serce. Moje dziecko wróciło ze szkoły, gdy ja akurat mierzyłam sukienkę, którą przed kilkoma minutami dostarczył kurier. Maximilian spojrzał na mnie i mówi takim poważnym głosem. Mamo, ale masz piękna sukienkę. I buzie, buzie też masz piękną, jesteś moją najpiękniejszą Mamą….. No i padłam. To była zdecydowanie najmilsza rzecz jaką kiedykolwiek usłyszałam.

Danusia: Zawsze uważałam, że mam szczęście do ludzi i przyciągam same dobre dusze. Lubię wierzyć, że złych „bohaterów” na świecie jest mało i mimo, że nie jestem „różowym jednorożcem” myślę, iż za tymi, którym przyjemność sprawia ranienie innych stoją bardzo smutne historie. Chamstwo sprzedaje się krótko, ale intensywnie. Tym bardziej cieszą mnie małe przejawy ludzkiej życzliwości. Maya Angelou mówiła :”Spróbuj być tęczą w czyjejś chmurze”. To proste przesłanie. I mnie zdarzyło się, że ktoś pokolorował mój świat. Historia, którą pamiętam związana jest z okresem studiów, gdy wszystko działo się szybko, spało się mało a czas wolny odmierzaliśmy kolokwiami. Nie miałam dobrego tygodnia, przeciwnie – było fatalnie. Oblany egzamin, niepozaliczane egzaminy i góra innych zaległości. Wtedy dziewczyny (Kasia, Basia i Ola) zapraszając mnie na kolokwia do Kubiaka powiedziały: Kochana, możesz wszystko, trzeba tylko przerwać złą passę robiąc jedną rzecz, która się uda. Zróbmy rosół! – i tak było. Ugotowałyśmy najlepszy rosół w samlikowej kuchni bawiąc się przy tym świetnie i choć wiem, że zła passa nie jest czymś realnym, to od tego momentu wszystkie sprawy poukładały się po mojej myśli. Od tej pory stosuję zasadę małych sukcesów i to działa.
Inna historia wiąże się z życiem zawodowym, gdy jako początkujący technolog pojechałam na reklamację do dużego klienta. Byłam bardzo zestresowana, ponieważ to była moja pierwsza wizyta w tak dużym przedsiębiorstwie i od razu sprawa sporna. Nigdy nie zapomnę tych rozmów. Trwały kilka godzin, a na końcu spotkania, gdy zbieraliśmy się do wyjścia Kierowniczka ds. Zakupów klienta powiedziała do jednego z moich kolegów: Gratuluję wam tej młodej dziewczyny. Jest bystra i skuteczna. Dała radę…..Wierzcie mi, że na początku kariery takie sytuacje bardzo zapadają w pamięci i motywują do pracy. Jednak najmilsza dla mnie historia miała miejsce niedawno. Niestety pandemia sprawiła, że nie mogłam zrobić swoich 40 urodzin. Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, gdy pół roku później mój mąż pod przykrywką urodzin córki zorganizował przyjęcie niespodziankę. Zgromadził w jednym miejscu wszystkie (prawie) ważne dla mnie osoby. Niektórzy przybyli z daleka od wielu miesięcy trzymając to wydarzenie w tajemnicy przede mną. W tych trudnych czasach, gdy często towarzyszy nam samotność i lęk cudownie było mieć ich wszystkich blisko. Nigdy nie zapomnę tej chwili i uczuć, które mi wówczas towarzyszyły – warte tysiąca słów.

Poznaliście nasze momenty, które sprawiły, że czułyśmy się wyjątkowo. Jesteśmy ciekawe waszych. Co miłego usłyszeliście, a sprawiło, że poczuliście się lepiej? Podzielcie się swoją historią w komentarzu. Liczymy na Wasz inspirujące opowieści.

Rosołek 😉